Reklama

Cztery kroki do piekła

Canyoning - wyżymaczka

Reklama

Skoki w dół, zjazdy na linie, ślizgi, wodospady i wodne wiry. Założę się o każde pieniądze, że to właśnie jest zjeżdżalnia idealna. Skaczesz na bombę albo na płask. Ważne, by wylądować w miejscu, które wskaże przewodnik.

Nie wiem, czy to normalne dać sobą pomiatać i być z tego zadowolonym, ale po 1,5 godziny w wodnej kipieli czułem się naprawdę fantastycznie. Tym razem wybraliśmy się, by pokonać górski potok wpław i wzdłuż. Odcinek, który zajął nam drogą pod górę 20 minut, pokonaliśmy rzeką w dół w 1,5 godziny.

Pierwszy kontakt z wodą o temperaturze 4 stopni wprowadził pewien niepokój, czy aby po powrocie do bazy wszystkie organy będą na miejscu. Podwójna pianka, sporo ruchu i coraz to nowe wyzwania skutecznie chroniły przed wychłodzeniem. Zaczęliśmy od razu z wysokiego pułapu, bo po pierwszym zanurzeniu musieliśmy skoczyć jakieś 5 m w dół. Trochę różni się to od skoku na basenie, bo musisz trafić w koło o średnicy metra. Oczywiście, jeden z przewodników pokazuje, jak wykonać taki skok, ale potem jesteś już zdany tylko na siebie.

Lądowanie po skokach odbywa się na kilka sposobów, w zależności od głębokości i ukształtowania dna. W najgłębszych miejscach możesz skakać na "bombę", ale czasami trzeba wybić się tak, by wylądować płasko na plecach lub brzuchu. Po każdym zniknięciu pod wodą i wynurzeniu musisz od razu dać znać, że jesteś OK i unosisz nad głowę zamkniętą pięść.

W razie jakiegoś nieszczęścia Twoja naturalna reakcja jest wystarczająco jasna dla przewodników. Na pionowych ścianach, gdzie skoki są niemożliwe, korzystamy z przygotowanych wcześniej lin i schodzimy po nich jak komandosi z Gromu (tak się nam przynajmniej wydaje).

W połowie trasy skaczemy w niepozorne wodne oczko. Wpadam pod powierzchnię i czuję, że górska pralka włączyła właśnie wirowanie. Na szczęście przewodnik zna rzekę jak własną kieszeń i wie, kiedy wyciągnąć pomocną dłoń. Ale i tak za każdym razem sprawdza, czy kolejny odcinek jest na tyle bezpieczny, by pokonać go z nowicjuszami.

Tam gdzie to możliwe, robimy tzw. ślizgi, czyli dajemy się porwać nurtowi jak papierowe stateczki. Najważniejsze jest przyjęcie dobrej pozycji; trzeba mocno ścisnąć pośladki, dzięki czemu unikasz obicia kości ogonowej. Po dotarciu do bazy okazało się, że obawy związane z kąpielą w zimnej wodzie były nieuzasadnione - wszystko było na swoim miejscu, chociaż jakby mniejsze.

Instrukcja prania w 4 st. C

• Przed zimną wodą chroni podwójna pianka: spodnie na szelkach i kurtka. Pod spód lepsze są kąpielówki niż bawełniane bokserki.
• Uprząż, która umożliwia bezpieczne korzystanie z lin, ma dodatkowo materiał zakrywający pośladki i chroniący je w czasie ślizgów po potoku.
• Buty chronią stopy przed zranieniem i gwarantują pewniejszy krok na śliskich kamieniach.

Marek Dudziński

Dowiedz się więcej na temat: pieczenie | powietrze | buty | przewodnik | kroki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje