Reklama

2:1 to nie 3:0

Kibice zmagań o Puchar Ameryki dostali nie lada gratkę. Kolejny z półfinałowych wyścigów przyniósł historyczne zwycięstwo teamowi Desafio Espanol.

- Team New Zealand, to jedyny team, z którym do tej pory nie wygraliśmy - relacjonuje Karol Jabłoński, sternik Desafio Espanol. - Po dwóch pierwszych, bardzo bolesnych porażkach, wygrana ta była nam bardzo potrzebna. Wiedzieliśmy, że jesteśmy w stanie z Kiwi wygrać, zdawaliśmy sobie sprawę, że jest to bardzo trudne zadanie, ale trudne, nie znaczy niemożliwe! Wiatr wiał z siłą 13-17 węzłów, a jego kierunek był bardziej stabilny. Prawa strona trasy wydawała się korzystniejszą i tak też było podczas całego wyścigu. Fazę przedstartową popłynąłem jak zwykle agresywnie i mimo tego że wpłynęliśmy mniej korzystnym lewym halsem, po wykonaniu dwóch zwrotów prze rufę uzyskałem kontrolę nad jachtem rywala.

Reklama

Komfortowa przewaga

- Na 50 sekund przed startem Dean, aby w ogóle dotrzeć do linii startu, wykonał zwrot przez rufę, a ja żeby uniknąć kolizji musiałem radykalnie zmienić kurs - kontynuuje Jabłoński. - Za ten manewr został ukarany ?penalty?, co dało nam małą przewagę. Najważniejsze jednak było to, że wystartowaliśmy z korzystnej prawej strony i pożeglowaliśmy w faworyzowaną prawą stronę trasy. Górny znak okrążyliśmy z przewagą ok. 15 sekund i cały kurs z wiatrem walczyliśmy, aby okrążyć dolny znak na prowadzeniu. Kiwi byli tuż za naszą rufą i musieli od razu zrobić zwrot przez sztag i pożeglować w lewą stronę. Ustalając strategię na tę halsówkę, cisnąłem taktyka, aby nie robić "tysiące" zwrotów, tylko "odpuścić" rywala i pożeglować w prawą stronę trasy. To dało nam na pierwszym crossie komfortową przewagę, którą stale powiększaliśmy. 40 sekund przewagi na górnym znaku pozwoliło nam spokojnie kontrolować przebieg wyścigu aż do mety.

Świętuje cała Hiszpania

- Po jej przekroczeniu na wszystkich jachtach i statkach znajdujących się w pobliżu linii mety zapanowała wielka euforia - nie kryje radości Jabłoński. - Na jachcie nie mieliśmy zbyt dużo czasu na świętowanie. Musieliśmy szybko zwalić genackera i znależć miejsce na zrzucenie grota. Setki jachtów towarzyszyły nam do wpłynięcia do portu, fala była tak olbrzymia, że wlewała się do jachtu! W porcie tysiące kibiców wiwatowały, krzycząc Espańa, Espańa, istne szaleństwo, niesamowite uczucie, nigdy przedtem nie widziałem czegoś takiego. Nic w tym dziwnego, było to przecież największe i najważniejsze zwycięstwo teamu Desafio Espanol. Tak naprawdę, to niewielu wierzyło, że ?urwiemy" przynajmniej jeden punkcik w tym półfinale. A teraz świętuje cała Hiszpania. 2:1 jest lepsze niż 3:0... - kończy Jabłoński.

materiały prasowe

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: trasy | team

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje