105 tys. dolarów za leżenie na plaży

Australijski rząd oferuje "najlepszą pracę na Ziemi".

Tak ją nazywa, ale nie ma w tym chyba zbyt wielkiej przesady, bo praca ma polegać na wylegiwaniu się na tropikalnej wyspie przez okres pół roku. Pewnie wielu z was zgodziłoby się tam pojechać tylko za zwrot kosztów podróży, tymczasem Australijczycy skłonni są zapłacić 150 tys. australijskich dolarów (105 tys. amerykańskich). Dodatkowo zapłacą za bilety na Wyspę Hamiltona położoną w obszarze Wielkiej Rafy Koralowej.

Reklama

Znajomość życia skłania, żeby w takich ofertach szukać klauzuli zapisanych małymi literkami na ostatniej stronie umowy.

Tutaj wszystko jest OK. Ale trochę jednak trzeba będzie popracować.

Do obowiązków opiekuna wyspy należeć będą między innymi spacery po piaszczystej plaży, nurkowanie po rafie, zajęcie się "kilkoma pomniejszymi zadaniami" i... raportowanie globalnej audiencji i swoich postępach w nicnierobieniu poprzez blog, dziennik fotograficzny i materiały wideo.

Do swojej dyspozycji opiekun będzie miał za darmo dom na plaży z trzema sypialniami, basenem i meleksem.

Aplikant musi spełniać kilka wymagań: trzeba być świetnym pływakiem, dobrze pisać i znać angielski.

- Będzie musiał od czasu do czasu porozmawiać z mediami o tym, co robi na wyspie, więc nie może być nieśmiały. I musi kochać morze, słońce i duże przestrzenie - mówi rzecznik rządu Paul Lucas.

"Najlepsza praca na Ziemi" to część kampanii, która w czasach światowego kryzysu finansowego ma chronić wyceniany na 18 miliardów dolarów rocznie australijski biznes turystyczny.

Minister turystyki Queenslandu Desley Boyle nie sądzi, żeby pozwolenie nieznanej bliżej osobie na zostanie rzecznikiem regionalnej turystyki, było ryzykowne.

- Jedynym problemem może być to, że po pół roku nie będzie chciał wrócić do domu - mówi.

Aplikacje można składać do 22 lutego. 11 wybranych kandydatów poleci na Wyspę Hamiltona w maju. Tam odbędzie się ostateczna selekcja, a wybrana osoba rozpocznie realizację kontraktu 1 czerwca.

Aplikować można na stronie islandreefjob.com.

Z ostatniej chwili: Jak podaje agencja AFP, przy próbie połączenia ze stroną mogą wystąpić problemy. We wtorek próbowało na nią się dostać równocześnie 300 tys. internautów. Serwery nie były na to przygotowane.

- Nie spodziewaliśmy się takiego odzewu, ale pracujemy nad tym i dzisiaj wszystko powinno być już w porządku - mówi Nicole McNaughton, rzecznik rządu Queenslandu.

- Mieliśmy odwiedziny między innymi z Mongolii i Watykanu - dodaje McNaughton. Zanim strona padła, przesłano 350 aplikacji.

- Mamy podania od bardzo różnych osób. Od złotego medalisty olimpijskiego ze Szwajcarii po "Ryszarda" z Anglii, który przesłał nam film, na którym można go zobaczyć, jak łowi ryby - opowiada.

na podstawie AFP opr. ML

Dowiedz się więcej na temat: rząd | ziemie

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje