Reklama

Sposób na fale

Jeśli masz dosyć deski z żaglem lub spadochronem, spróbuj wakeboardingu. Tę jedną z najmłodszych dyscyplin spośród sportów ekstremalnych w Polsce uprawia jedynie około stu osób. Ale ci, którzy spróbowali, nie chcą zamienić jej na nic innego.

- Pęd powietrza, adrenalina i uczucie niczym nieskrępowanego unoszenia się w powietrzu - tego wrażenia nie da się wymazać z pamięci - opowiada Rafał Biernat z Helu, który od dwóch lat uprawia wakeboard.

Reklama

Wakeboard to jest to!

Potrzeba okazała się matką wynalazków. Wymyślili go surferzy nudzący się w czasie bezwietrznych dni. Chcieli pływać także wtedy, kiedy nie było naturalnych fal. Postanowili stworzyć je sami za pomocą motorówki - opowiada Hubert Drozdowski z Lublina.

Dzisiaj za motorówką pływają tysiące Amerykanów i Australijczyków. W USA to jeden z najszybciej rozwijających się sportów wodnych. Jego wysoki status potwierdza obecność na liście dyscyplin rozgrywanych podczas elitarnych X-Games - największych na świecie zawodów w sportach ekstremalnych.

W Europie amatorów deski holowanej przez motorówkę jest mniej, głównie z przyczyn finansowych. - Odpowiednio przygotowana maszyna kosztuje 30 - 50 tys. dolarów - opowiada Hubert

Drozdowski. - Za taką cenę dostajemy motorówkę o płaskim dnie, co sprzyja wytwarzaniu większych fal, i wyposażoną w specjalny pałąk, który pozwala zamocować trzymaną przez wakeboardera linę jak najwyżej. Dzięki temu może on swobodnie wykonywać ewolucje w powietrzu. Gdyby linę zamocować przy kadłubie, cały czas ciągnęłaby nas w dół - tłumaczy.

Dlatego europejska odmiana wakeboardu to głównie pływanie na desce na specjalnych wyciągach. To urządzenia podobne do tych, jakie znajdziemy na stoku narciarskim - tyle że w tym wypadku nie wciągają nas na szczyt, a ciągną w kółko z odpowiednią prędkością (28 - 34 km na godzinę), co umożliwia wykonywanie skoków i obrotów.

Zrób to sam

Wysokie koszty zakupu specjalnej motorówki powodują, że w Polsce jest tylko jedna taka łódka. Reszta pasjonatów, o ile nie wystarczają im wyciągi, radzi sobie, modyfikując zwykłe jednostki. Niektórzy ciągną deskarza skuterem wodnym. - Nie daje to tego samego efektu, co pływanie za wakeboardową motorówką, ale za to możliwość uprawiania tego sportu na każdym akwenie - mówi Rafał Biernat z Helu, który pierwsze kroki w tym sporcie stawiał w nieistniejącej już szkółce w Dębkach na Pomorzu. To jedno z nielicznych miejsc, w których można było nauczyć się pływania za motorówką.

Jak zapewnia Rafał Biernat, nie jest to trudne. - Wakeboard określa się czasem snowboardem na wodzie. Jeśli ktoś nauczył się jeździć na desce po śniegu, nie będzie miał problemów z opanowaniem deski holowanej za motorówką - mówi Biernat.

Pierwsze kroki

Jeśli tylko mamy deskę i dostęp do motorówki lub wyciągu, pierwszy ślizg na wakeboardzie możemy wykonać już po ok. godzinie. W tym sporcie nie ma bowiem potrzeby przechodzenia żmudnych kursów (jak to jest np. z kitesurfingiem). Zanim zejdziemy na wodę, wystarczy tylko przejść test "regular - goofy", czyli zdecydować, która noga ma znajdować się z przodu deski, oraz ustawić wiązania (na początek najlepiej przesunąć je maksymalnie do tyłu).

W czasie jazdy należy cały czas mieć ugięte nogi w kolanach, a ciężar ciała przesunąć na tylną nogę. Orczyk trzymamy na wysokości pasa. Jeśli już utrzymywanie równowagi w czasie jazdy nie sprawia nam kłopotu, możemy zacząć robić skręty. Wykonujemy je, dociskając stopami (a zaawansowani - całym ciałem) krawędzie deski. A później już tylko triki - podskoki, obracanie się wokół własnej osi, jazda po rampach, salta...

SPORT Z DESKĄ

Wakeboard to jedna z kilku pochodnych surfingu. Należą do nich między innymi:
Kneeboard - nazwa nawiązuje do sposobu jazdy. Odpowiednie wyprofilowanie maty deski pozwala na niej klękać i tak pokonywać odległości. Skręcamy, przechylając ciało w lewą lub prawą stronę. Na desce do kneeboardu stosunkowo łatwo robi się tzw. 360-ki, czyli obroty wokół własnej osi.
Wakesurf - do uprawianiu tego sportu niezbędny jest kilwater, czyli fala wytwarzana przez płynącą motorówkę. Co ciekawe, deskarz nie jest połączony z maszyną za pomocą liny, płynie za motorówką samodzielnie, wykorzystując jedynie fale.
Wakeskate - wodna odmiana tradycyjnego skateboardingu (jazda na deskorolce po ulicy). Wykorzystujemy do tego deskę do wakeboardu pozbawioną wiązań. Aby gołe stopy nie ślizgały się po desce, pokrywa się ją specjalnym materiałem.

SPRZĘT

Na stawianie pierwszych kroków w wakeboardzie wystarczy kilkanaście złotych potrzebnych na wypożyczenie sprzętu. Na kupienie własnych akcesoriów potrzeba minimum 2 tys. zł.
Deska - w zależności od przeznaczenia i użytkownika ma od 130 do 143 cm. Ceny: 1,2 - 4 tys. zł.
Wiązania - zakrywający kostki but, mocowany do deski, chroni przed kontuzjami. Cena: 0,7 - 1,5 tys. zł.
Dodatkowe akcesoria - m.in. lina, orczyk, okulary i spodenki (bez dwóch ostatnich na wodę nie schodzi żaden szanujący się wakeboarder). Ceny każdego z nich zaczynają się od kilkudziesięciu złotych.
Skuter wodny - niektórzy producenci oferują specjalne modele przystosowane do ciągnięcia wakeboardera lub narciarza wodnego. Ceny zaczynają się od kilkunastu tysięcy dolarów. W niektórych miejscowościach na Wybrzeżu lub na Mazurach możliwe jest wynajęcie zwykłego skutera. Koszt: około 50 zł za 15 minut.
Motorówka - profesjonalna maszyna przystosowana do uprawiania wakeboardu kosztuje minimum 30 tys. dolarów.

WAKEBOARD NAD WISŁĄ

W Polsce jest tylko kilka miejsc,w których bez własnego sprzętu można uprawiać wakeboard. Wypożyczalnia desek oraz specjalne wyciągi znajdziemy w:
• Augustowie - Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji, ul. Tytoniowa 1, tel. (0-87) 643 37 91. Opłaty: jedna runda 4 - 4,5 zł, bilet całodzienny: 80 zł, wypożyczenie sprzętu - narty i kapok: 20 zł za dzień. Położony nad jeziorem Necko wyciąg czynny jest codziennie do 26 września.
• Lublinie - Ośrodek Sportowo-Rekreacyjny Reland, Zalew Zemborzycki, tel. (0-81) 745 63 43. Całkowita długość wyciągu - 760 metrów. Opłaty: jedno okrążenie - 3,5 zł, bilet całodzienny - 50 - 60 zł, wypożyczenie sprzętu: deska - 10 zł.
• Podobne wyciągi działają także m.in. na Słowacji, w Niemczech (jest ich tam około 50), Czechach (Terlicko i Ostrawa) i na Węgrzech (nad jeziorem Balaton). Niewykluczone, że tego typu obiekt w przyszłym roku powstanie w Warszawie.

Maciej Cnota

Tekst pochodzi z gazety

Dzień Dobry

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje