Reklama

Krzysztof Wielicki o kulisach zimowej wyprawy Polaków na K2

Krzysztof Wielicki - jeden z najlepszych himalaistów w historii /Dariusz Kortko, Marcin Pietraszewski "Krzysztof Wielicki. Piekło mnie nie chciało" /materiały prasowe

Wydarzeniami rozgrywającymi się u podnóża K2 żyła na początku 2018 roku cała Polska. Krzysztof Wielicki - kierownik narodowej wyprawy na najniebezpieczniejszą górę świata w biografii "Krzysztof Wielicki. Piekło mnie nie chciało" przedstawia, jak wyglądały kulisy tego głośnego i pełnego kontrowersji przedsięwzięcia.

Reklama

Mam szczęście, bo ciągle żyję - przyznaje Krzysztof Wielicki, jeden z najwybitniejszych wspinaczy w historii himalaizmu. Urodzony 1950 roku wspinacz jest piątym człowiekiem na świecie, który zdobył wszystkie czternaście ośmiotysięczników, jest też członkiem prestiżowego The Explorers Club. 

To legenda himalaizmu, obok Reinholda Messnera, Wojtka Kurtyki i Jerzego Kukuczki uważany za najlepszego himalaistę naszych czasów.

Reklama

Mam szczęście, bo ciągle żyję - przyznaje Krzysztof Wielicki. To historia jednego z ostatnich Lodowych Wojowników. Człowieka, który zdobył wszystko i znalazł powód, aby powiedzieć sobie dość. 

Biografia to także opowieść o tym, jak bardzo zmieniło się środowisko: od pełnych pasji wspinaczy amatorów, po skupionych na sobie profesjonalistach. 

Przeczytaj fragmenty książki "Krzysztof Wielicki. Piekło mnie nie chciało":

"Z tego powodu będę żył i wspinał się w warunkach zimy klimatycznej, zgodnie z kalendarzem: od 1 grudnia do 28 lub 29 lutego. Bez dodatkowego tlenu, bez ocieplaczy, bez smoczka i grzałki. Będę się wspinał w okresie, który uważam za uczciwy, zrozumiały i właściwy" - pisze na blogu. 

Po cichu namawia Bieleckiego na powrót do obozu trzeciego oraz szybki atak szczytowy. Polak odmawia, przy tak trudnych warunkach nie widzi szans powodzenia. Pozostali wspinacze również. 

24 lutego Urubko opuszcza bazę po angielsku. Bez radiotelefonu rusza samotnie w stronę wierzchołka K2. Wielicki ukrywa emocje, wydaje suchy komunikat: 

"W dniu dzisiejszym oprócz standardowych wyjść aklimatyzacyjnych Denis Urubko samodzielnie, bez poinformowania kierownictwa wyprawy wyruszył z bazy, by podjąć próbę wejścia na szczyt K2 przed końcem lutego". 

Wielicki zapewnia, że w górę rusza zespół, który będzie zabezpieczał atak Urubki, a tragarze wniosą tlen do obozu drugiego na wypadek akcji ratunkowej. Informacja o samowolce Urubki to w Polsce temat dnia. 

Emocje podgrzewa wiadomość, że Kazach spotyka Kaczkana i Bedrejczuka, ale odmawia rozmowy przez radiotelefon z Krzysztofem Wielickim. Nigdy w historii nikt nie potraktował w taki sposób kierownika narodowej wyprawy.

- Jesteśmy przyjaciółmi, nie sądziłem, że Denis mógłby tak postąpić. Zabolało - przyzna potem Wielicki.


Fragment książki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje