Reklama

Kilian Jornet: Niemożliwe nie istnieje. Nawet na Evereście

Wszyscy mówili mu, że to niemożliwe. Jemu udało się dwa razy - i to w ciągu pięciu dni! /materiały prasowe

Najpierw zastanawiano się, czy można wejść na szczyt. Kolejne pokolenia sprawdzały, czy człowiek przeżyje bez dodatkowego tlenu w strefie śmierci i atakowały wierzchołek na lekko, w niewielkich zespołach, odchodząc od oblężniczego, długotrwałego działania w Himalajach. Kilian Jornet, jak twierdzi, nie tylko wszedł na wierzchołek szybko i bez tlenu, ale też zrobił to dwukrotnie w odstępie zaledwie kilku dni.

Reklama

Tatrzańskie rekordy: Pięć wyczynów, które warto poznać!

Przesuwanie granic wytrzymałości

Reklama

George Mallory, jeden z pionierów poważnego wspinania w górach najwyższych, zagadnięty kiedyś przez dziennikarzy o sens wdrapywania się na Everest odpowiedział: ponieważ istnieje. Trudno o bardziej zwięzłą definicję potrzeby eksploracji nieznanego, ale też przesuwania granicy wyczynu i ludzkiej wytrzymałości. 

Od pierwszej brytyjskiej wyprawy na Everest, której jednym z uczestników był wspomniany właśnie nauczyciel historii z Charterhouse, minie w tym roku sto lat. Od tego czasu człowiek zdążył zdobyć wierzchołek (Edmund Hillary i Tenzing Norgay, 1953), powtórzyć ten wyczyn bez użycia dodatkowego tlenu (Peter Habeler i Reinhold Messner, 1978), wspiąć się na górę zimą (Leszek Cichy i Krzysztof Wielicki, 1980), zjechać ze szczytu na nartach (Davorin Karnicar, 2000), a nawet wylądować na nim helikopterem (2005).

Przed paroma laty swoje trzy grosze do eksploracji góry postanowił dołożyć Kilian Jornet.

Droga na Everest usłana rekordami

Kilian Jornet jest jednym z najpopularniejszych i najbardziej utytułowanych biegaczy długodystansowych i górskich na świecie. 

Lista zwycięstw w zawodach i liczne rekordy pochodzącego z Katalonii 33-latka rzucają na kolana. Najlepsze wyniki w biegu na szczyt i z powrotem notował m.in. na Matterhornie (2 godzin, 52 minuty), Mont Blanc (4 godziny, 57 minut), Denali (11 godzin, 48 minut - korzystał z nart), Kilimandżaro (7 godzin, 14 minut) czy na Olimpie (5 godzin, 19 minut).

W ramach projektu Summits of My Life przed paroma laty postanowił również zmierzyć się - na swoich, biegowych, warunkach - z najwyższym szczytem świata.

Wspinanie? "Więcej głupoty niż heroizmu"

O motywacjach stojących za tym przedsięwzięciem, przygotowaniach, popełnionych błędach, kryzysach, drodze pod Everest i samą konfrontacją planów i oczekiwań z potęgą natury Hiszpan opowiada w wydanej dopiero co w Polsce nakładem Sine Qua Non książce o wiele mówiącym tytule "Niemożliwe nie istnieje".

Na jej łamach podkreśla, co ciekawe, że chociaż góry wysokie od zawsze go przyciągały, nie jest zwolennikiem klasycznych ekspedycji, wymagających długiego pobytu w bazie i mozolnego zdobywania wysokości. Codzienność w namiotach u podnóża góry charakteryzuje krótko: nuda i bezczynność.

Szczerze i bezkompromisowo Kilian Jornet rozprawia się również z zero-jedynkowym podejściem współczesnych mediów do sukcesu sportowca (bądź klęski), a także rzekomym heroizmem, mającym stać za wyczynami himalaistów.

"Bardzo trudno jest mi myśleć, że wejście na szczyt góry to czyn heroiczny. Wiem, łatwo pokazać, że tak właśnie jest. (...) Jednakże - przepraszam, jeśli ktoś poczuje się rozczarowany - rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej: wspinanie się polega jedynie na narażeniu swojego życia na niebezpieczeństwo, żeby spróbować wejść na szczyt, a później z niego zejść. To oczywiste, a bliżej temu do głupoty niż heroizmu".

Słowa te doskonale pasują do jego własnych przeżyć na Evereście.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje