Reklama

K2 zimą w lepszym stylu? Sponsorów to może nie przekonać

Jest jeszcze jedna przeszkoda w zdobyciu szczytu K2 w lepszym stylu. Są nią pieniądze... /Red Bull Content/SIPA /East News

- Ktoś w tej dyskusji, która toczy się od soboty słusznie powiedział, że oczywiście można poprawiać styl, natomiast cel eksploracyjny został zrealizowany. Tłumaczenie, co to znaczy wejść na tlenie, bez tlenu, co to znaczy, że zespół poręczuje na tlenie, a ktoś wchodzi bez... Z punktu widzenia opinii publicznej to są jakieś detale, które mogą zostać odebrane tylko na zasadzie czepiania się. W mojej ocenie opieranie się na takich szczegółach sportowych w kontekście sponsoringu raczej nie miałoby sensu - o sukcesie Nepalczyków, finansowaniu wypraw w góry wysokie, nowych himalajskich wyzwaniach i tym, dlaczego debata o stylu nie przekona mas rozmawiamy z Michałem Leksińskim, rzecznikiem i project managerem Zimowej Narodowej Wyprawy na K2 17/18.

16 stycznia 2021 roku na szczycie K2 stanęli Nirmal Purja, Gelje Sherpa, Mingma David Sherpa, Mingma G, Sona Sherpa, Mingma Tenzi Sherpa, Pem Chhiri Sherpa, Dawa Temba Sherpa, Kili Pemba Sherpa oraz Dawa Tenjing Sherpa, zamykając symboliczną klamrą erę pierwszych zimowych wejść na ośmiotysięczniki.

Reklama

Dariusz Jaroń, Interia: Jak bardzo - z finansowego punktu widzenia - oddaliła się szansa na kolejną polską zimową wyprawę na K2?

Michał Leksiński*: - Niezależnie od tego, czy będziemy rozmawiali o pozyskiwaniu środków na zimowe K2 czy jakąkolwiek inną wyprawę, przy sponsoringu, szczególnie ekstremalnych sportów i projektów, najtrudniejsze jest znalezienie wspólnego mianownika między sponsorem a przedsięwzięciem, które ma zostać sfinansowane. 

Wyjątkowość K2 polegała na tym, że nikt zimą nie stanął na szczycie?

- Tak. W kontekście zimowej wyprawy na K2 dominującym elementem narracji był fakt, że do soboty był to ostatni niezdobyty zimą ośmiotysięcznik. Pamiętam jak na konferencji prasowej inaugurującej wyprawę 2017/2018 podkreślaliśmy, że człowiek postawił już stopę na Księżycu, a zimą na K2 - jeszcze nie. Cel eksploracyjny, fakt, że nikogo tam wcześniej o tej porze roku nie było, stanowił o wyjątkowości (również tej komunikacyjnej) całego przedsięwzięcia.

Było jeszcze słynne hasło: K2 dla Polaków.

- Nutka sentymentu... Hasło wzięło się z historii zdobywania ośmiotysięczników, chęci kontynuowania dziedzictwa i wielkiego marzenia, żeby erę himalaizmu zimowego zamknąć polską klamrą. Przed paroma dniami mieliśmy do czynienia z jeszcze piękniejszym i bardziej symbolicznym zamknięciem historii zimowej wspinaczki na ośmiotysięcznikach - oto 10-osobowy zespół Szerpów zdobywa wspólnie wielki cel himalajski cel. Wracając do zdobywania sponsorów na takie wyprawy, najważniejsze jest znalezienie właściwej narracji i przekonanie partnerów, dlaczego to wydarzenie jest wyjątkowe. Zimowe K2 w kontekście eksploracyjnym było celem niezwykle interesującym. 

Również dla dziennikarzy.

- W trakcie naszej wyprawy sprzed trzech lat zainteresowanie wyprawą było olbrzymie, ale przełożyło się również na kolejne sezony. Co roku media publikowały informacje, jakie zespoły i kraje próbują się pokusić o K2 zimą. Oczywiście agencja Seven Summit Treks, z którą związanych jest część zdobywców szczytu, doskonale o tym wiedziała. Nepalczycy mają świadomość, jak duża jest siła marketingowa ich osiągnięcia. I bardzo dobrze. 

Zdobywcy świętują, a polscy himalaiści zastanawiają się: co teraz?

- Obserwując dziś dyskusję w mediach, wypowiedzi sportowców i osób związanych z projektami wysokogórskimi widać, że wiele mówi się o poszukiwaniu celów sportowych, kwestiach związanych z tlenem, poszukiwaniem nowych wyzwań - w tym eksploracyjnych, pewnie będzie to bardzo trudne. Trzeba szukać nowych narracji, pomysłów, które porwą nie tylko wąskie środowisko wysokogórskie.

Co po zimowym K2 może rozpalić wyobraźnię tłumów?

- Jest chociażby świetlista ściana Gasherbruma IV, niezwykle trudny cel. Wojtek Kurtyka z Robertem Schauerem przeszli ją w 1985 roku, ale nie zdobyli wierzchołka. Mówi się o tym, że przejście świetlistej ściany zakończone zdobyciem szczytu to kolejne wielkie wyzwanie himalaizmu, ale ścianę już wspomniany duet przeszedł, wierzchołek też nie jest dziewiczy. Trudność polega na znalezieniu historii, która trafi do wszystkich. K2 taką historią było. Co będzie następne? Trudno powiedzieć. Z pewnością nowe wyzwania eksploracyjne są gdzieś na horyzoncie. Liczę, że ktoś sprosta wyzwaniu i ten problem zdefiniuje, ale z biznesowego punktu widzenia rozmowy o sfinansowaniu wyjazdu będą trudniejsze ze względu na mniejsze zainteresowanie opinii społecznej.

Zanim Nirmal Purja oświadczył, że wspinał się bez butli, Adam Bielecki co prawda pogratulował Nepalczykom sukcesu, ale zastrzegł, że wciąż K2 trzeba zdobyć zimą bez tlenu. 

- Widać wyraźnie po bardzo intensywnej dyskusji w mediach, że kluczem w sponsoringu sportowym są właśnie emocje. Wyprawa 2017/2018 była na ustach wszystkich, hype utrzymywał się przez wiele miesięcy, pewnie można jej przypisać tytuł najbardziej medialnej wysokogórskiej ekspedycji, chociaż nie osiągnęła szczytu. Teraz było odwrotnie. Znacznie węższe grono ludzi wiedziało, że grupa Szerpów mierzy się z K2. Może w Polsce ich wysiłki były nieco bardziej widoczne ze względu na nasze akcenty - Magdę Gorzkowską i Waldemara Kowalewskiego, ale wciąż rozgłos był raczej skromny. Nagle wstajemy w sobotę 16 stycznia i zaczynają do nas docierać nagłówki o trwającym ataku szczytowym. Już jest wielkie zaskoczenie, a za moment emocje rosną, kiedy okazuje się, że Szerpowie nie napierają na szczyt, tylko planują się zatrzymać tuż pod wierzchołkiem, żeby wejść jednocześnie, kierując się genialnym poczuciem solidarności. Ni stąd ni zowąd K2 zimą pada. Piękna historia.

I gdzie teraz szukać równie silnych emocji?

- To bardzo trudny temat. Istnieje rozdźwięk pomiędzy ideą pięknego, czystego, wręcz pradawnego wspinania, a tym co mamy obecnie - koniecznością pozyskiwania sponsorów, budowania zainteresowania mediów. Nie uważam, że to jest złe, wręcz przeciwnie, jeśli ktoś ma marzenia, chce je realizować, szuka na to wsparcia, dlaczego nie? Sam to robię. Natomiast ten rozdźwięk jest problemem, bo z jednej strony chcielibyśmy się wspinać, być w górach jak najczęściej, z drugiej natomiast bez pomocy partnerów i sponsorów bardzo często nie da się tego zrobić. Czasami wydaje mi się, że dla niektórych jest to nie do pogodzenia, ale te światy będziemy musieli coraz częściej łączyć. 

Szczególnie jeśli popatrzymy na ogromne budżety dużych zimowych wypraw.

- Zimowe wyprawy są bardzo drogie ze względu na to, że koszty dotarcia pod górę są spore, w przypadku K2 szczególnie, tam jest sto kilometrów trekkingu do bazy. Trzeba zorganizować tragarzy, postawić odpowiednią bazę, to są zawsze ogromne pieniądze. Wyprawy zimowe i komercyjne w Himalaje i Karakorum generują duże koszty, natomiast cała reszta, czyli wyprawy sportowe, nie wymagają gigantycznych środków, nakłady nie są w tym przypadku liczone w setkach, tylko w dziesiątkach tysięcy złotych. To nie są radykalne środki dla dużych firm czy podmiotów państwowych. Pewne jest to, że będziemy przeżywać wysokogórskie emocje zawsze, niezależnie czy to będą małe czy duże wyprawy, ale ich finansowanie będzie trudniejsze. 

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje