Reklama

Andrzej Bachleda-Curuś III: Unikam ryzyka, bo szkoda zginąć

Andrzej Bachleda-Curuś III - gospodarz programu Jazda z Andrzejem Bachledą /Ewa Stefania Dworczyk /materiały prasowe

Jak zabrać się za skitury z głową?

Reklama

- We wszystkim w życiu trzeba mieć umiar, w związku z tym i do skiturów należy podchodzić krok po kroku. Warto zacząć od łatwych przejść, nie pchać się od razu w wysokie góry, bo musimy nauczyć się obsługi innego sprzętu. Nie jest to nic skomplikowanego, ale wiązania i buty różnią się od tych narciarskich, trzeba też wiedzieć, jak przykleić foki. Druga sprawa to technika - zakręcanie na nieco bardziej stromych stokach wymaga wprawy. No i konieczna jest dobra kondycja. To jak jazda na rowerze, sam na górę nie wyjedzie. Często widzę, że ludzie kupują dużo sprzętu, wydają mnóstwo pieniędzy, a potem są zniechęceni i zdziwieni, jaki wysiłek trzeba wykonać. To wymagający sport.

No i nie ma wyciągów, które - jak narciarza - wywiozą nas na górę stoku.

- A sprzęt swoje waży! Początkujący powinni zatem zacząć od wypraw spokojnych, może w jakąś dolinę? Na łagodną górę? Niekoniecznie trzeba od razu jechać wysoko w Tatry, tylko sukcesywnie, wraz z nabywanym doświadczeniem, dobierać coraz dłuższe i bardziej strome wyprawy. Trzeba też mieć naprawdę dobrze opanowaną jazdę na nartach, bo warunki śnieżne są różne. Można oczywiście to robić na stokach, ale nie ma takiej frajdy, jak poza trasą, w terenie naturalnym, w lesie. Są tam różne rodzaje śniegu, czasem nie ma go wcale, uważajmy, żeby nie zrobić sobie krzywdy. No i jeszcze jedna sprawa - warto znać dobrze teren, szczególnie w lesie łatwo się zgubić.

Co oprócz prowiantu i herbaty w termosie warto mieć w plecaku?

- Latarkę czołową, dobrze naładowany telefon i koszulkę na zmianę. Łatwo się spocić wychodząc na górę, a przyjdzie nagłe ochłodzenie po zachodzie słońca i można się poważnie rozchorować. Dobrze zabezpieczyć się na wypadek wychłodzenia czy utraty orientacji w lesie, ale warto to zrobić, bo skitury dają ogromną frajdę. Wracając do pytania o to, jak zacząć - myślę, że nie trzeba wcale wielkich szkoleń na start. Widzę, że ludzie się nieco boją, zatrudniają instruktorów, co jest rozsądne i zrozumiałe, ale nie ma co podchodzić do jazdy poza szlakiem z przerażeniem. Jak każdą nową aktywność trzeba skitury oswoić. W Zakopanem i Bieszczadach są organizowane bardzo fajne wyprawy, wystarczy opanować podstawy i można dołączyć do grupy ludzi o podobnej pasji, do tego jest przewodnik, który zawsze coś ciekawego opowie i pokaże interesujące trasy.

A jak zminimalizować ryzyko wypadku lawinowego? 

- Odpowiem na swoim przykładzie, bo jeżdżę na nartach od wielu lat. Nie pcham się tam, gdzie jest lawiniasto, zwłaszcza do marca. W wyższych górach - Alpach, Tatrach Wysokich - śnieg nie jest jeszcze wtedy ustabilizowany. Chodzę niżej, po lasach, miejscach, w których wiem, że nie ma ryzyka zejścia lawiny. 

Co z wyższymi górami?

- Od marca - bardzo proszę. Kwiecień jest bardzo dobry na skitury w wyższych partiach Tatr. Śnieg jest mocno zbity, rozgrzany kilka razy przez słońce i zmrożony, nie ma ryzyka lawin, można chodzić prawie wszędzie, do tego zjazdy na twardym śniegu są łatwiejsze. Unikam zagrożenia, bo szkoda zginąć. To ma być frajda i rekreacja, po co się pchać gdzieś, gdzie nie będę miał pewności, że wrócę wieczorem do domu?

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje