Reklama

7 grzechów głównych w walce o sylwetkę

Zrzucanie wagi na oko, drastyczne obcinanie kalorii, a nawet unikanie tłuszczu - to tylko niektóre z podstawowych błędów, jakie popełniamy podczas walki o wymarzoną sylwetkę. O siedmiu grzechach głównych w odżywianiu mówi w rozmowie z INTERIA.PL nasz ekspert - Marcin Lepa, coach personalny i konsultant żywieniowy.

Marcin Lepa to prawdziwy pasjonat zdrowego trybu życia. O właściwym odżywianiu i treningach mógłby napisać książkę. Choć nie zrobił jeszcze doktoratu, mówią na niego "Dr Lipton".
 Najchętniej rozpisałby dietę każdemu przechodniowi, którego mija na ulicy, albo chociaż udzielił garści wskazówek na temat żywienia i ćwiczeń. W swoich poradach jest do bólu szczery i bezpośredni, dlatego nie zdziwcie się, że podczas konsultacji dla INTERIA.PL Marcin po prostu pozostaje sobą.

7 GRZECHÓW GŁÓWNYCH W WALCE O SYLWETKĘ

1. Zrzucanie wagi "na oko"



Mówiąc o przybieraniu czy traceniu na wadze często pomijana jest kwestia, od której wszystko powinno się rozpocząć, czyli obliczenie "prawidłowego" zapotrzebowania kalorycznego.  Ludzie myślą, że jeśli zmniejszą lub zwiększą spożycie tłuszczów, białka lub węglowodanów,  to wszystko będzie jak trzeba. Może i będzie (jakimś dziwnym trafem). Jest bardzo prawdopodobne, że jeżeli jest to osoba bardzo otyła, to na początku odczuje efekt zrzucania. Ale będzie to efekt pozorny, "na oko".

Reklama

By wszystko "miało ręce i nogi", od samego początku trzeba obliczyć prawidłowe zapotrzebowanie kaloryczne  (uwzględniając, jaki mamy rodzaj pracy: siedzący czy fizyczny), czy i jak trenujemy oraz czy dodajemy kalorii czy je odejmujemy. Służą do tego mnożniki aktywności i wiele innych reguł zdrowego zrzucania wagi. Bez tego będziesz ciągle błądził.

2. Zbyt drastycznie obcięcie kalorii

Usłyszał gdzieś ktoś od kogoś, że do zrzucania wagi należy obciąć kalorie. No tak, ale jak?  Z białka? Węglowodanów? Tłuszczów? Ktoś zagubiony i źle poinformowany działa na oślep i tnie na przykład tak, jak jego kolega, czyli ogranicza węglowodany. Nie zapominajmy, że wszystko robi "na oko", więc obcina węglowodany zbyt drastycznie, nie mając nawet pojęcia, w których posiłkach mógłby zjeść ich więcej, a w których mniej lub wcale.

Przez to, że dostarczy zdecydowanie za mało węglowodanów (bo nie wie, ile w ogóle potrzebuje), będzie słabszy fizycznie, a znając życie i tak z wilczym apetytem kiedyś dorwie się do jedzenia i przekona na własnym ciele, co to jest efekt jojo.

Jeżeli już się za to zabierasz i tniesz kalorie, tnij je stopniowo.

3. Złe wzorce żywieniowe

Jedz ziemniaki. "Nie mogę jeść ziemniaków, bo tuczą. Zobacz moją babcię, ona jada dużo ziemniaków!" - odpowiesz pewnie. Tylko nie pomyślałeś, że kochana babcia ma już  spowolniony metabolizm. Bo jakże może mieć dobry, skoro jest schorowana i bardzo mało się rusza, do tego je ziemniaki w najgorszej postaci - np. smażone na głębokim tłuszczu. Dodatkowo babcia serwuje je z kotletem mielonym smażonym na głębokim tłuszczu i mizerią na śmietanie.

 To danie da się przyrządzić zdrowiej, można o tym przeczytać w internecie, w gazecie, spytać dietetyka.

 Ziemniaki same w sobie są niskokaloryczne, a bardzo sycące. Jeden średni ziemniak, np. ważący  65 g zawiera ok. 55 kcal. Pomaga w ograniczeniu ilości spożywanych produktów. Najlepszą jego odmianą według mnie (i nie tylko) są tak zwane słodkie ziemniaki Yam, choć w Polsce jest problem z ich kupieniem. Ale nasze polskie ziemniaki też ci krzywdy nie wyrządzą.

 4. "Tłuszczofobia"  lub  przesadne unikanie tłuszczu

Następnym błędem często popełnianym podczas "zrzucania zbędnego balastu" jest  zbytnie ograniczenie czy zupełne prawie zrezygnowanie z tłuszczów.
 Należy oczywiście wiedzieć, że tłuszcz jest najbardziej kaloryczny, ale też przecież tłuszcz tłuszczowi nierówny. Są tłuszcze, które należy ograniczać do minimum, ale są tłuszcze, które musimy spożywać, bo są one przede wszystkim źródłem energii. Łatwo zobaczyć różnice w zdrowym wyglądzie skóry. Inaczej wygląda u osoby wysportowanej, inaczej u osoby otyłej, której skóra bywa miejscami popękana i przybiera różne kolory w plamkach. Jest to najczęściej efekt przesadzenia z tak zwanym "tłuszczem trans", czyli przetworzonym.

 Procent tego składnika (dobrych tłuszczów) w naszym menu powinien iść w górę lub w dół, ale balansować nim należy mądrze w stosunku do węglowodanów.  Tzn. jeżeli jedno idzie w górę, drugie idzie w dół i odwrotnie. Dlatego tak ważne jest ciągłe kontrolowanie, obserwowanie organizmu.

 5. Pomijanie warzyw i owoców

  Jeśli ktoś już usłyszał, że owoce to cukry (węglowodany), to wyklucza je zupełnie, a to poważny błąd. Są bardzo potrzebne. Zawierają dużo błonnika, mają dużą gęstość kaloryczną, zawierają duże ilości składników mineralnych i witamin. Jeżeli masz doświadczenie i wiedzę, to przecież  po treningu praktycznie zawsze je spożywasz. Wiadomo też, że na dietach redukcyjnych taka słodkość jest konieczna, by nie zwariować. Gdy np. nie jemy żadnych słodyczy, wówczas smak owocu jest nie do opisania.

  Niekiedy laicy ograniczają warzywa do minimum, a to poważny błąd, bo można je spożywać w postaci surowej lub z dodatkiem zdrowej oliwy lub oleju praktycznie nieograniczone ilości. W porównaniu do owoców mają małą wartość kaloryczną, ale podobnie jak owoce zawierają duże ilości witamin i składników mineralnych.

 Gdy zjadamy za dużo na raz, doskonałym rozwiązaniem jest zjedzenie w trakcie posiłku najpierw sałatki czy ogólnie warzyw, a później np. mięsa i ryżu. Taka kolejność spożywania posiłku pozwoli zjeść zdecydowanie mniej.

 6. Dzień "OFF" w niedzielę

Utarło się, że niedziela jest dniem rodzinnym i nieodłącznie wiąże się z dużą ilością jedzenia. Często ktoś, kto zrzuca wagę, dochodzi do wniosku, że jeśli cały tydzień się pilnuje, to w niedzielę może sobie pozwolić zjeść lepiej. Nie mówię że nie, ale należy pamiętać, że niedziela jest równiez dniem leniwym, więc nie dość, że organizm nie spali tyle kalorii, co w normalny dzień, to ty jeszcze mu to utrudnisz spotykając się z rodziną na grillu i kończąc pod wieczór objadaniem się ciastkiem. Ale metoda na to jak i na wiele problemów zawsze jakaś jest.

Ja, a także osoba, która trafia do mnie pod opiekę, mamy "tłuczone" do głowy: chcesz zjeść coś bardziej kalorycznego - zasłuż na to!
Gdy żona będzie prostowała włosy i wybierała ubranie na popołudnie z rodziną, ty w tym czasie zrób mocniejszy trening kardio.  Nie dość, że żona się ucieszy, że jej ciągle nie poganiasz, to na dodatek popołudnie z rodziną (z rozsądnymi ilościami jedzenia w żołądku) nie poniesie za sobą żadnych złych konsekwencji.

 7. Wybranie przypadkowej "diety cud"



To ci dopiero głupota jakich mało. Posłucha ktoś taki nieodpowiednich rad, lub wyczyta gdzieś jedną z diet jakich pełno (bo może komuś pomogła) i stosuje, czy to jedząc tylko karczek 4 razy dziennie, pomijając np. warzywa, inne węglowodany, kasze, ziemniaki, albo "jedzie" na samych warzywach.

Ale ja mówię po pierwsze: kontroluj swój organizm, słuchaj go, nie głódź się, zrób sobie podstawowe badanie przed rozpoczęciem zmiany żywienia i po jej zakończeniu. Co z tego, że przypadkiem wynik wizualny może cię cieszyć kilka tygodni (bo dłużej na takim żywieniu nie wytrzymasz), skoro wyniki badań będą słabe, a potem zdziwisz się łatwo łapiąc infekcje i chorując. To nic dziwnego, skoro tak się wcześniej osłabiłeś.

Podstawą jest nie dieta, tylko zmiana swojego menu na całe życie, nie zapominając o białkach, węglowodanach i tłuszczach (a w jakich proporcjach, to już wyższa szkoła jazdy, bo trzeba też umieć tym manipulować). Gdy zmienisz swój styl żywienia na zdrowy, to takie może nie dni "OFF", ale posiłki zwane "posiłkami krętacza" będą mogły pojawiać się raz na jakiś czas, ale zawsze muszą być nagrodą dla ciebie, a nie czymś czego nie zaplanujesz.

Na zakończenie jeszcze jedna rada: planując posiłki wieczorem unikniesz problemu jedzenia przypadkowych rzeczy, ponieważ jedzenie nie jest neutralne. Jedzenie albo pomaga, albo szkodzi.

Marcin "Dr Lipton" Lepa

Fit or Fat

Informacji na temat żywienia i treningów udziela nam Marcin Lepa. Choć nie zrobił jeszcze doktoratu, znany jest także jako "Dr. Lipton". To nie osoba z pierwszych stron gazet, nie trener aktorów i celebrytów,  a autentyczny pasjonat któremu sport towarzyszy od wielu lat.  Ktoś, kto zgłębiał wiedzę w zakresie żywienia w dążeniu do wymarzonej sylwetki i przez setki godzin wylewał hektolitry potu podczas żmudnych niekiedy ćwiczeń.

 Dzięki temu Marcin opracował  swój autorski program żywieniowo-treningowy i wiedzą, a także doświadczeniami może dzielić się z innymi. Robi to m.in. na nowo powstałym fanpage'u "Fit or Fat", który administruje na Facebooku.

 



INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: odżywianie | sylwetka | fitness | hantle | siłownia | kolarz | owoce

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje