Reklama

Uważaj na zestaw dyskotekowy

Ekspert Magicsport.pl o syndromie nastawienia na "zestaw dyskotekowy" i zagrożeniach treningu tylko pod kątem mięśni, które wystają spod koszulki.

Wielu początkujących amatorów kulturystyki, bywalców siłowni o krótkim stażu treningowym, popełnia jeden z potencjalnie najbardziej przykrych w skutkach błędów. Skupiają się oni - pragnąc spektakularnych efektów ćwiczeń, zauważalnych przyrostów mięśniowych w możliwie jak najkrótszym czasie - na trenowaniu jedynie wybranych partii swojego ciała.

Reklama

Klatka i biceps są dla nas najważniejsze

Gdyby ktoś przeprowadził w salonach kulturystycznych ankietę, zadając pytanie: "które mięśnie są dla was najważniejsze?", najpewniej przeważającą opcją byłaby "klatka" oraz "biceps". I nie ma w tym nic złego.

W prawdzie zarówno mięśnie dwugłowe ramienia, jak i piersiowe, nie decydują w tak znacznym stopniu o sile człowieka, jak przykładowo mięśnie nóg czy grzbietu, to jednak faktem jest, iż partie te wpływają w dużym stopniu na nasz wygląd, a wyciskanie sztangi na ławce płaskiej jest osobną konkurencją siłową, w której wielu znajduje pole do samorealizacji. Nic zdrożnego w traktowaniu priorytetowo bicepsów i klatki piersiowej nie ma. Jest jednakże zasadnicza różnica pomiędzy wyborem priorytetów treningowych, a ćwiczeniem jedynie kilku wybranych partii, pozostałymi nie zajmując się w ogóle.

Ten właśnie błąd popełnia tak wielu ludzi uczęszczających na siłownie. Wychodzą oni z założenia, iż na treningi zbyt dużo czasu nie mają. W końcu każdy z nas - pomijając zawodowców opłacanych przez bogate firmy produkujące suplementy - oprócz kulturystyki ma też inne, zazwyczaj dużo ważniejsze rzeczy na głowie jak praca, szkoła, rodzina czy chociażby prozaiczna potrzeba spędzenia czasu wolnego w gronie przyjaciół.

"Antyplan" początkującego amatora siłowni

Z tychże względów wielu nie może poświęcić treningom więcej niż dwa - trzy dni tygodniowo. Decydując się na model uczęszczania na siłownię w skróconym wymiarze czasowym, przekonani o słuszności swojego postanowienia, przez pewien okres, świeży kulturyści starają się zazwyczaj realizować plan wytyczony im przez trenera, kolegę o dłuższym stażu czy inną kompetentną w tym aspekcie osobę i w ramach czasu, który mogą poświęcić na doskonalenie swojego ciała, wykonują oni ćwiczenia na każdą grupę mięśniową.

Niedługo jednak później, część dochodzi do wniosku, iż "to się nie opłaca". Powodów, jak zwykle w takich sytuacjach, jest mnóstwo. A to zakwasy zbyt dokuczliwe, a to trenowanie nóg zbyt męczące i "bez sensu" bo przecież "i tak jeżdżę na rowerze i gram w piłkę to nogi mam dobre".

Podciągnąć się na drążku trudno, plecy za słabe. Niełatwo je rozwinąć. Barki też nie rosną. Ale za to kolega, dziewczyna czy rodzic, zauważyli, że znacząco urosło nam ramię, wokół którego opięty jest rękaw noszonej przez nas z dumą obcisłej koszulki.

Przyrosty zarówno na bicepsie jak i klatce są najłatwiejsze do eksponowania, widoczne nawet poprzez ubranie. W dodatku można się pochwalić ile to kilogramów żelastwa nakładamy na gryf, tocząc ze sztangą morderczą walkę o jednorazowe wypchnięcie jej nad siebie leżąc na ławeczce.

Tymże dziecinnym tokiem rozumowania, kieruje się - o zgrozo - doprawdy wielu. Skutki tego konsekwentnie realizowanego "antyplanu" treningowego są najczęściej opłakane. Opcji jest kilka.

Opłakane skutki zestawu dyskotekowego

Osobnik może zrobić z siebie karykaturę sportowca. Arnold Schwarzenegger określił kiedyś typ sylwetki amatora kulturystyki zaniedbującego rozwój obręczy barkowej mianem "torpedy". Jest to określenie dosadne, lecz dające do myślenia. W nikim bowiem nie budzi podziwu sylwetka "pakera" z niedorozwiniętymi łydkami i udami, otłuszczonymi pośladkami i wypchniętym brzuchem, zgarbionego na skutek braku równowagi pomiędzy siłą napięcia mięśni grzbietu i klatki piersiowej, z zapadniętymi barkami, płaskim tricepsem, ale dumnie naprężanym i eksponowanym bicepsem.

Mniej przykrym, lecz także niepożądanym efektem takiego postępowania, jest zwyczajny brak przyrostów i efektów treningowych, a co za tym idzie chwilowa lub permanentna rezygnacja z siłowni a czasem ze sportu w ogóle.

Bywa też, że ktoś nie zauważając w krótkim czasie korzyści z pracy włożonej w ćwiczenia, sięgnie po niedozwolony doping, narażając się na bardzo poważne powikłania zdrowotne w przyszłości.

Wreszcie, nawet jeżeli z wiekiem zmądrzejemy i zaczniemy trenować całe ciało, czekać nas będzie żmudne i niewdzięczne nadrabianie zaległości i wyrównywanie różnic w rozwoju muskulatury. Narażeni też będziemy na liczne kontuzje, takie jak przepuklina, uszkodzenia kręgosłupa, uszkodzenia stawów barkowych, kolanowych, łokciowych i biodrowych, naderwania mięśni i tym podobne.

Cztery rady dla początkujących

Dlatego też nasza rada dla tych, którzy bez względu na to czy planują jedynie zadbać o zdrowie i trochę się wzmocnić, czy też planują znacznie zwiększyć masę swojego ciała w kierunku kulturystycznym, jest następująca:

• Po pierwsze: Nie od razu Kraków zbudowano. Sylwetkę zmienia się i kształtuje latami, nie tygodniami czy nawet miesiącami. Bądźmy cierpliwi, nie szukajmy efektów natychmiastowych.

• Po drugie: Wiedza i umiejętności. Trzeba nauczyć się poprawnie wykonywać ćwiczenia i zdobyć minimum wiedzy na temat diety, suplementacji, oraz tego, jak na określone bodźce nasze ciało reaguje. Jest to proces długotrwały, lecz im więcej wiemy, im lepiej siebie znamy, tym lepsze będą efekty naszej pracy, a to jest naszym celem.

• Po trzecie: Nasze ciało jest jednością. Nie jest to doktryna rodem z dalekowschodniej, starożytnej filozofii, a racjonalne spostrzeżenie. Organizm ludzki jest doskonale zestrojonym ze sobą systemem rozmaitych struktur. Fenomenalnym dziełem natury, w którym wszystko jest ze sobą ściśle powiązane. Człowiek jest tak silny jak jego najsłabsza grupa mięśniowa.

• Po czwarte: Mierz siły na zamiary. Tak samo istotna jak samo trenowanie i dieta, jest regeneracja. Jeżeli wiemy, że wykonujemy ciężką pracę fizyczną, lub nie mamy możliwości spać dłużej niż 5 godzin, to dostosujmy do tego nasz plan ćwiczeń. Bez regeneracji bowiem, przy niedoborze kalorycznym, jedyne co osiągniemy to ciągłe zmęczenie, zakwasy i ból. Odporność organizmu spadnie, będziemy wystawieni na choroby. Gdy mamy możliwość trenować ciężko cztery, pięć razy w tygodniu, spać po dziesięć godzin i dobrze jeść, korzystajmy z tego dobrodziejstwa. Jeżeli jednak warunki nie są tak sprzyjające, a my będziemy się katować wzorem kulturysty z filmu, to w żadnym wypadku tak jak on wyglądać nie będziemy.

Dbajmy o siebie, ćwiczmy i kierujmy się rozumem. Bez względu jakie mamy mięśnie, to właśnie rozum jest naszym największym sprzymierzeńcem i kluczem do sukcesu.

Magic Sport

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje