Reklama

Następcy terminatora w irackim podziemiu

Rzeźbienie sylwetki stało się jednym z ulubionych zajęć mężczyzn w kraju, gdzie słowa "przetrwają tylko najsilniejsi" mają realne przełożenie na codzienne życie.

Po amerykańskim wyzwoleniu spod dyktatury Saddama Husajna, idolem irackich ulic został gubernator stanu Kalifornia Arnold Schwarzenegger.

Jak mówią, dostał nawet list od Arnolda

Na zakurzonej ulicy w dzielnicy Karrada (centrum Bagdadu) stoi mały domek z cegły, gdzie zapaleni adepci kulturystyki spotykają się w zatęchłej salce, by podnosić ciężary i marzyć o tym, żeby mieć ciało takie jak słynny austriacki kulturysta.

Reklama

O właścicielu Centrum Fitnessu im. Arnolda Schwarzeneggera mówi się, że dostał nawet osobisty list od gubernatora Kalifornii. Sam właściciel nie chce o tym rozmawiać, a jego pracownicy zauważają, że zbytnie zwracanie na siebie uwagi w Bagdadzie może się źle skończyć dla zdrowia.

Każdy metr kwadratowy ściany wytapetowany jest tutaj plakatami napakowanego Arnolda. Nie można wnosić broni, ale dla bywalców są specjalne szafki, w których mogą zostawić swój automat.

36-letni Abdul Rahman, jeden z członków-założycieli klubu, rozkręcił później swoją własną siłownię, ale ta została zamknięta w zimie 2006 roku w trakcie poważnych walk między sunnitami a szyitami. Przerobiono ją na schronienie dla uchodźców.

- Chciałbym móc jeszcze raz otworzyć swoja własną salę - mówi Rahman, który aktualnie pracuje w firmie ochroniarskiej. - Moja praca jest dobra, ale siłownia to też niezły biznes - dodaje.

Na świeżym powietrzu tutaj nie poćwiczysz

Przed nadejściem Amerykanów zwykły Irakijczyk nie mógł sobie pozwolić na wizytę w siłowni. Członkostwo w klubie kosztowało 15 dolarów, gdy przeciętne wynagrodzenie wynosiło 50 dolarów miesięcznie.

Ale, jak mówi Rahman, pensje znacznie wzrosły po inwazji w marcu 2003 roku. Mężczyźni zaczęli też bardziej dbać o swoje zdrowie i wygląd, pomimo panującego na ulicach wszechogarniającego strachu. Nie wiadomo, ile dokładnie sal do ćwiczeń powstało w Bagdadzie, ale bywalcy Centrum mówią, że wyrastają na każdym kroku.

Po ulicach Bagdadu nikt normalny nie będzie biegać, jeśli go nikt do tego nie zmusi. Wszechobecna groźba znalezienia się pod ostrzałem czy wybuchu samochodu-pułapki sprawia, że Bagdadczycy chcąc nie chcąc zmuszeni są do utrzymywania dobrej kondycji.

INTERIA.PL/AFP

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje