Reklama

73 lata, ponad 200 maratonów i jeszcze mu mało

Józef Żuk, 73-letni wałbrzyszanin, niedawno zaliczył dwusetny maraton i nie ma zamiaru na tym poprzestać. Jak podkreślił, jeżeli tylko zdrowie pozwoli, będzie nadal startował na dystansie 42 km 195 m, a zimą w długodystansowych biegach narciarskich.

Ta pasja zrodziła się u niego w latach osiemdziesiątych, kiedy pracował w koksowni "Bolesław Chrobry" na oddziale piecowni.

Reklama

- To był oddział szczególnie ciężki i szkodliwy dla zdrowia. Postanowiłem zadbać o nie poprzez... wysiłek fizyczny. Miałem 41 lat, gdy po raz pierwszy przebiegłem więcej aniżeli 10 km. W 1985 roku zadebiutowałem na maratońskiej trasie - z Sobótki do Wrocławia. W stolicy Dolnego Śląska startowałem na tym dystansie najczęściej, bo 27 razy, a w 1988 roku ustanowiłem tam rekord życiowy 3:27.20 - powiedział Żuk.

Poza tym, jak wyliczył, w Toruniu startował 18 razy, w Warszawie 15, a za granicą - ośmiokrotnie w Berlinie (wspomniał, że raz w jednym bucie, gdyż opuchnięta stopa nie mieściła się do drugiego), kilka razy m.in. w Paryżu i Pradze. Ukończył także 30 biegów na 100 km.

- Najczęściej uczestniczyłem w nocnej Sudeckiej Setce w Boguszowie, gdzie na trasie trzeba pokonać kilka szczytów powyżej 800 m. Najszybciej przebiegłem ten dystans w 1992 roku w Kaliszu, uzyskując czas 9:22.44. Siedmiokrotnie startowałem na 100 km w szwajcarskim Biel - dodał.

Jak przyznał, nigdy nie obawiał się ekstremalnego wysiłku. W 1998 roku, w tydzień po starcie w Biel, zaliczył Sudecką Setkę, a w 2005 roku w Ostrawie wystartował w dwóch maratonach dzień po dniu.

-Ciężka praca fizyczna przygotowała mnie do różnych przeciwności i dlatego się ich nie obawiam. Nigdy też nie korzystałem ze specjalnych odżywek. Najlepszym wspomaganiem, o które dba żona, jest dla mnie bigos lub kotlety mielone z ziemniakami i dużo surówki. Często po zejściu z koksowniczej piecowni wsiadałem na pobliskim dworcu do pociągu z kilkoma kanapkami oraz termosem z herbatą i jechałem na zawody nawet 400 km. Z mety maratonu natychmiast wracałem, by zdążyć na pierwszą zmianę - wspomniał wałbrzyszanin.

Przez pewien czas znany był w swym środowisku jako "człowiek, który goni papieża".

- Postanowiłem przebiec tyle maratonów, ile zagranicznych pielgrzymek odbył Jan Paweł II. W 2002 roku, kiedy Ojciec Święty wrócił z 98. pielgrzymki, ja miałem swój 98. maraton ze Świnoujścia do niemieckiego Wolgastu. Później wyszedłem na prowadzenie... - dodał z uśmiechem.

Józef Żuk biega "na okrągło". - Zimą przypinam deski i także jadę na różne zawody. 33 razy startowałem w Biegu Piastów oraz Gwarków na dystansach od 25 do 50 km. Nie zrażam się dolegliwościami typowymi dla wieku. Czasami dokucza mi kręgosłup i staw biodrowy, ale domowymi sposobami jakoś łagodzę bóle - zaznaczył.

W maju kolejny raz zdecydował się na maraton na Kielecczyźnie "Przez Piekło do Nieba".

- Może kiedyś tam dobiegnę... Mam nadzieję, że zaliczę jeszcze kilkadziesiąt maratonów. Wprawdzie lata mijają nieubłaganie, ale nie wyobrażam sobie życia bez biegania - podkreślił.

Andrzej Basiński  

PAP life

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Józef Żuk | sport | zdrowie | maraton | kondycja

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje