W centrum Kijowa złapano dwumetrowego pytona

Shelby wróciła cała i zdrowa do swojego właściciela /East News
Reklama

Przechodnie pewnie przecierali oczy ze zdumienia. Czy to iluzja lub żart? Bo jak to możliwe, że w centrum Kijowa spogląda na nich owinięty wokół mocowania latarni… pyton?

Okazało się, że gad jest prawdziwy. Uciekł swojemu właścicielowi i znalazł sobie spokojne i bezpieczne miejsce z dala od ludzi i innych miejskich zagrożeń.

Wąż? Pokaż pan zdjęcie!

Lampa, którą obrał za tymczasowe schronienie, przylegała do pięciopiętrowego budynku mieszkalnego. Gada mijało więc sporo osób, w końcu zareagował mężczyzna o imieniu Denis i wezwał pomoc.

"Z początku nikt nie chciał uwierzyć w prawdziwość mojego zgłoszenia, poproszono mnie o wysłanie zdjęcia węża" - relacjonował w rozmowie z lokalnymi mediami.

Wkrótce na miejsce przybyli specjaliści od tego typu zwierząt. Jeden z nich bez trudu złapał gada i schował go w specjalnej torbie, przeznaczonej do przewożenia węży.

Reklama

Pyton o imieniu Shelby

"Pyton był przyjaźnie nastawiony. Nie syczał na mnie, nie przywierał również kurczowo do rury, na której się znajdował. Ważył około dziewięciu kilogramów, miał niespełna dwa metry długości" - opowiadał później ekspert.

Po umieszczeniu filmiku z akcji ratunkowej, szybko odezwał się właściciel węża. Tłumaczył, że pyton o imieniu Shelby musiał uciec mu z mieszkania przez okno.

"Myślałem, że schowała się pod łóżko, okazało się, że uciekła. Mam ją od dwóch lat, to wyjątkowo łagodny okaz" - stwierdził mężczyzna, który odzyskał swoją ulubienicę.

INTERIA.PL
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy